Sardynia to zderzenie skrajności. Największe z nich to morze i góry. Niesamowita przestrzeń wody, która otacza zewsząd wyspę, a z drugiej strony pasma górskie, które tworzą niesamowity krajobraz wbijając się w morze.
Na początku kwietnia, kiedy to w Polsce było jeszcze bardzo zimno - tutaj było już bardzo, bardzo gorąco. Przekonaliśmy się o tym podczas pieszej wędrówki 17 km, która zajęła około 4 godzin. Szliśmy z przewodnikiem, dzięki czemu po drodze mogliśmy wejść na tereny prywatne. Myślę, że byłoby nie możliwe przejście takiej trasy, obserwowanie tak niesamowitych miejsc bez przewodnika. Wydawać by się mogło, że szliśmy utartymi szlakami. Nic bardziej mylnego. Wąskie dróżki, mokradła, rozległe tereny pastwisk, a nawet miejsce, gdzie pasły się...świnie! Szliśmy wąskimi strumykami, gdzie trzeba było bardzo uważać! Urzekały pastwiska owiec, a najbardziej górski strumyk, któy pojawił się ni stąd, ni zowąd, gdy mysleliśmy, że największe atrakcje już za nami... Buty z nóg!
Magia, którą w małym stopniu próbują pokazać zdjęcia... ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz