Pół roku planowania. Pół roku czekania. Pół roku wyobrażeń.
Wreszcie nadszedł czas, gdy po zakończonej sesji zimowej mogliśmy wybrać się na
Sardynię. To właśnie tutaj spędzimy najbliższe 5 miesięcy studiując i
podziwiając jednocześnie niesamowity krajobraz.
Po wielu momentach zwątpienia czy ta wyprawa w ogóle dojdzie
do skutku ze względu na dosyć zawiłą procedurę dot. dokumentacji nadszedł dzień
kiedy już wiedzieliśmy, że na pewno udajemy się na naukę na północ Sardynii -
do Alghero.
Polecieliśmy z Okęcia z Warszawy do Brukseli – Charleroi,
gdzie mieliśmy 11-godzinną przesiadkę. Nie była to najlepsza opcja, lecz
niestety względy ekonomiczne wzięły górę. Po przylocie na lotnisko okazało się,
że jest ono usytuowane w szczerym polu. Gdy zapytaliśmy panią w informacji o ciekawe miejsca wokół lotniska, wzdrygnęła tylko ramionami i zaśmiała się. No
cóż, byliśmy skazani na nocne koczowanie. Na pomoc „przyszły” nam kuwety, które
po złączeniu tworzyły prowizoryczne łóżka. Jak się okazało był to model
„modułowego systemu do spania”… :P
O tej porze na Sardynii bardzo często pada. Tym bardziej
zdziwiliśmy się, gdy w Alghero przywitało nas piękne słońce widoczne już z
okien samolotu. Pierwsze chwile na lądzie były niesamowite. Krajobraz rodem z
filmu Blow z John’ym Depp’em w roli głównej. Zero śniegu, zero mrozu. Słońce!
Po szybkim opuszczeniu lotniska wsiedliśmy do autobusu skąd
pojechaliśmy do miejsca, gdzie mieliśmy mieszkać. Wcześniej znaleźliśmy
przez Internet mieszkanie, jak się później okazało, w bardzo dobrej lokalizacji.
Via la Marmora. 5 minut drogi pieszo od morza. 5 minut drogi pieszo od
uczelni. 10 minut spacerkiem od starego miasta. Wprost idealnie! Z tarasu widać całą ulicę Via La Marmora,
która jest jedną z głównych w tej części miasta. Ten widok wieńczy port, morze
i góry. Z innych okien usytuowanych na wschód widać piękne dachy z ceramicznej
dachówki, które „płoną” w kolorach zachodu słońca. To niesamowite, gdzie
przyjdzie spędzić nam najbliższe 5 miesięcy. Zastanawia mnie tylko fakt, czy
jeszcze aby pamiętam o tym, że przyjechaliśmy tu studiować? A może wolelibyśmy
pochłonąć się bez reszty eksplorowaniu miasta i pięknego krajobrazu? Mam
nadzieję, że uda się połączyć te dwie czynności… ;)





Pierwszy spacer po starym mieście odkrył przed nami
charakterystyczną architekturę. Bardzo wąskie uliczki zakończone wyjściem na
bastion, place z kafejkami i kościoły ze średniowiecznym rodowodem tworzą
niesamowity klimat. Podczas porannych zakupów świeżego pane, a także
przepysznych biscutii formaggio i ricotta udało się wymienić kilka zdań po
włosku ze sprzedawczynią, a także z inną klientką. Zadziwia otwartość Włochów,
a jednocześnie ich serdeczność. Wiem, że tam na pewno wrócę, niekoniecznie
tylko po świeże pieczywo… ;)