czwartek, 21 marca 2013

sassari














Ostatnimi czasu dużo się działo. Przede wszystkim opuściliśmy na kilka dni Sardynię żeby udać się na kontynent, a konkretnie do Barcelony. Aj... Barcelona - jak zwykle niezwykle miejska, metropolitalna, bardzo zróżnicowana społecznie. Jednocześnie ciągle bardzo piękna i klimatyczna. Można się doszukiwać połączeń między Alghero a Barceloną, ponieważ są tu bardzo duże wpływy katalońskie, co przejawia się np. w dwujęzycznym systemie nazw ulic. 

A! Alghero bywa nazywane "Małą Barceloną"... :->

Przed wyjazdem do Hiszpanii udaliśmy się do Sassari leżącego jakieś 30 km na płn-zach od Alghero. Miasto warte odwiedzenia, nie tylko na pare godzin, lecz na nieco więcej. Efekty tej wyprawy widoczne są na zdjęciach. Chyba na tym zakończę, bo to grzech marnować tak piękną wiosenną pogodę, którą mamy dziś na Sardynii! :D Ciao gli amici!

poniedziałek, 11 marca 2013

sardynia pachnie już wiosną!

Sardynia pachnie już wiosną! 

W sobotnie popołudnie mieliśmy okazję doświadczyć sardyńskiej wiosny na własne oczy, uszy i przede wszystkim... na własny węch. Zapach kwiatów przenika się ze świeżym zapachem lasu. Czuć również w powietrzu zapach sera. Albo ricotto. Jak narazie zapach ricotto to mój ulubiony tutaj. Pewne jest, że na Sardynii czuć już wiosnę! 

W sobotnie popołudnie udaliśmy się na północ od Alghero, by poznać bardziej dziką twarz Sardynii. Nie trzeba było zbytnio się oddalać od miasta, by zobaczyć niesamowite polany traw i kwiatów, sady oraz wzgórza. Wieś na Sardynii ma piękne kolory. I cudowne światło.













wtorek, 5 marca 2013


Pierwsza niedziela na Sardynii pokazała nam dużo więcej o tutejszych mieszkańcach niż inne dni. To właśnie wtedy można spotkać całe rodziny przechadzające się jedną z głównych alei Alghero - Via Garibaldi. 
To niesamowite jak ludzie potrafią się cieszyć swoją obecnością podczas niedzielnego popołudnia. Jeszcze jedno zadziwia na wyspie. Serdeczność mieszkańców. I wieczny uśmiech.

Tego dnia wybraliśmy się po raz pierwszy na wycieczkę rowerową w kierunku północnego-zachodu. Pierwszym etapem było poznanie tutejszych plaż, które okazały się fenomenalne. Niesamowita roślinność, południowy wiatr i widoki… ach!

Po opuszczeniu Alghero zawitaliśmy do Fertilii, położonej około 3 km od Alghero. Miasteczko, w którego sylwecie króluje kampanila, ma w swojej ofercie atrakcji wyjątkowe miejsce - platformę widokową na Morze Śródziemne, Alghero i góry w oddali. W tym miejscu zatrzymaliśmy się na dłużej. Wspaniale czuć tutaj nieograniczoną przestrzeń.















Wycieczkę zakończyliśmy oglądaniem zachodu słońca na plaży w Alghero słuchając dźwięków gitary, na której grał pewien młody mężczyzna. Kolory nieba, wody i piasku tego wieczoru należały do jednych z najpiękniejszych jakie kiedykolwiek widziałem.
Trzeba przyznać, że pogoda staje się coraz bardziej łaskawa i dostarcza nam co dzień coraz więcej słońca. To tylko dodaje apetytu na eksplorowanie Sardynii!



sobota, 2 marca 2013

Włoskie początki


Pół roku planowania. Pół roku czekania. Pół roku wyobrażeń. Wreszcie nadszedł czas, gdy po zakończonej sesji zimowej mogliśmy wybrać się na Sardynię. To właśnie tutaj spędzimy najbliższe 5 miesięcy studiując i podziwiając jednocześnie niesamowity krajobraz.

Po wielu momentach zwątpienia czy ta wyprawa w ogóle dojdzie do skutku ze względu na dosyć zawiłą procedurę dot. dokumentacji nadszedł dzień kiedy już wiedzieliśmy, że na pewno udajemy się na naukę na północ Sardynii - do Alghero.

Polecieliśmy z Okęcia z Warszawy do Brukseli – Charleroi, gdzie mieliśmy 11-godzinną przesiadkę. Nie była to najlepsza opcja, lecz niestety względy ekonomiczne wzięły górę. Po przylocie na lotnisko okazało się, że jest ono usytuowane w szczerym polu. Gdy zapytaliśmy panią w informacji o ciekawe miejsca wokół lotniska, wzdrygnęła tylko ramionami i zaśmiała się. No cóż, byliśmy skazani na nocne koczowanie. Na pomoc „przyszły” nam kuwety, które po złączeniu tworzyły prowizoryczne łóżka. Jak się okazało był to model „modułowego systemu do spania”… :P







O tej porze na Sardynii bardzo często pada. Tym bardziej zdziwiliśmy się, gdy w Alghero przywitało nas piękne słońce widoczne już z okien samolotu. Pierwsze chwile na lądzie były niesamowite. Krajobraz rodem z filmu Blow z John’ym Depp’em w roli głównej. Zero śniegu, zero mrozu. Słońce!

Po szybkim opuszczeniu lotniska wsiedliśmy do autobusu skąd pojechaliśmy do miejsca, gdzie mieliśmy mieszkać. Wcześniej znaleźliśmy przez Internet mieszkanie, jak się później okazało, w bardzo dobrej lokalizacji. Via la Marmora. 5 minut drogi pieszo od morza. 5 minut drogi pieszo od uczelni. 10 minut spacerkiem od starego miasta. Wprost idealnie!  Z tarasu widać całą ulicę Via La Marmora, która jest jedną z głównych w tej części miasta. Ten widok wieńczy port, morze i góry. Z innych okien usytuowanych na wschód widać piękne dachy z ceramicznej dachówki, które „płoną” w kolorach zachodu słońca. To niesamowite, gdzie przyjdzie spędzić nam najbliższe 5 miesięcy. Zastanawia mnie tylko fakt, czy jeszcze aby pamiętam o tym, że przyjechaliśmy tu studiować? A może wolelibyśmy pochłonąć się bez reszty eksplorowaniu miasta i pięknego krajobrazu? Mam nadzieję, że uda się połączyć te dwie czynności… ;)






Pierwszy spacer po starym mieście odkrył przed nami charakterystyczną architekturę. Bardzo wąskie uliczki zakończone wyjściem na bastion, place z kafejkami i kościoły ze średniowiecznym rodowodem tworzą niesamowity klimat. Podczas porannych zakupów świeżego pane, a także przepysznych biscutii formaggio i ricotta udało się wymienić kilka zdań po włosku ze sprzedawczynią, a także z inną klientką. Zadziwia otwartość Włochów, a jednocześnie ich serdeczność. Wiem, że tam na pewno wrócę, niekoniecznie tylko po świeże pieczywo… ;)